Śluz ślimaka – zastosowanie i właściwości

Ślimaczy śluz? Nie brzmi to może zbyt przyjemnie dla zwykłego Kowalskiego. Dla hodowców to jednak chleb powszedni. Dziś od nas jednak garść informacji z trochę innej strony, niż zwykle.

Powszechnie wiadomo, że ślimaczy śluz na urodę działa znakomicie.
Warto poszukać tego cennego składnika w kremach do twarzy i produktach do pielęgnacji ciała. Naukowcy od dawna zafascynowani są szybkością, z jaką regenerują się tkanki naszego powolnego mięczaka. Gdy ślimak choćby lekko się zrani, jego organizm natychmiast produkuje lepką, pełną gojących składników wydzielinę. Ranka się zasklepia bez blizn i przebarwień. Kosmetyki ze śluzem ślimaków są coraz bardziej popularne, dzięki swej skuteczności. Ślimaczy śluz to kompleks składników wzajemnie wzmacniających swoje działanie, dzięki czemu kremy zawierające tę magiczną maź zapewniają pełną pielęgnację, jednocześnie nawilżając, stymulując odnowę tkanek i odżywiając. Dodatkowo mają działanie ujędrniające, opóźniające procesy starzenia, a nawet odmładzające! Ślimacze składniki znajdziemy również w kosmetykach do skóry z
niedoskonałościami, plamami, drobnymi bliznami (nawet po trądziku). Wpływają doskonale na wyrównywanie kolorytu, wzmacniają tkanki i wygładzają skórę.

Pierwszą misją, jaka została przydzielona śluzowi ślimaka, było leczenie blizn po oparzeniach. Naukowcy z branży kosmetycznej na dobre zainteresowali się ślimaczą wydzieliną po tym, gdy pracownice chilijskiej farmy, na której hodowano nasze skorupiaste mięczaki, zauważyły, jak wspaniale wyglądają ich dłonie. Skóra była zdrowa, młoda, bez żadnych plamek, piegów, blizn po zadrapaniach…

I tak około dwadzieścia lat temu wyprodukowano pierwszy współczesny kosmetyk zawierający ślimaczy śluz, który w niedługim czasie zdobył uznanie koreańskiego przemysłu drogeryjnego. Koreanki i Japonki, dla których idealna skóra to najważniejszy atrybut urody, prócz kremów i maseczek ze śluzem ślimaka, chętnie korzystają również z sesji SPA z żywymi, specjalnie hodowanymi ślimakami. Pełzające po twarzach Azjatek mięczaki lekko masują ich buzie, odżywiając je świeżym śluzem, nawilżając i dodając cerze blasku. Jeden z nowojorskich dematologów oferuje w swym gabinecie taki zabieg za trzysta dolarów, jednak bez żywych ślimaków. Pozyskany wcześniej śluz wprowadza pod skórę za pomocą mikro nakłuć.
europejskie klientki salonów kosmetycznych dużo dłużej przekonywały się do tego nietypowego składnika.

Śluz naszego przyjaciela, przetworzony do celów kosmetycznych, nie ma żadnego specyficznego zapachu ani konsystencji, która mogłaby przypominać produkt wyjściowy. Przemysł kosmetyczny opracowuje coraz bardziej doskonałe metody pozyskiwania, oczyszczania i wydobywania cennych składników ze śluzu. Co najważniejsze – ślimaki w ogóle przy tym nie cierpią, bo śluz „podkradany jest” ze śladu, jaki zostawił po sobie mięczak.

AKTYWNE SKŁADNIKI ŚLUZU ŚLIMAKA

  • Alantoina – nawilża, łagodzi podrażnienia, wspomaga procesy regeneracji uszkodzonego naskórka.
  • Kwas glikolowy – złuszcza stary naskórek i wspomaga jego odnowę, wygładza, rozjaśnia przebarwienia, wchodzi w skład wielu gabinetowych zabiegów odmładzających.
  • Enzymy proteolityczne – wzmacniają działanie kwasu glikolowego, rozpuszczają martwe komórki naskórka, ułatwiają penetrację składników odżywczych.
  • Kolagen i elastyna – dodają skórze witalności, wzmacniają, dzięki ich obecności skóra staje się zwarta, elastyczna i sprężysta. Nic dziwnego, że przeważającą część hodowców ślimaków są panie 🙂
  • Mukopolisacharydy – wspomagają produkcję kolagenu w skórze, regulują procesy nawilżania, wzmacniają.
  • Witaminy A, C, E – chronią przed szkodliwymi wpływami zanieczyszczonego powietrza, ponad to wzmacniają naskórek.
  • Mukoproteiny – odżywiają, nawilżają, ujędrniają skórę

SIEKANE ŚLIMAKI PRZODKÓW

Hipokrates, grecki lekarz uważany za ojca medycyny współczesnej, zalecał obkładać wszelkie podrażnienia i trudno gojące się rany posiekanymi ślimakami. Rzymianie łykali żywe ślimaki, żeby uśmierzyć ból gardła i – także żywe – przykładali na skaleczenia.
Żony amerykańskich pionierów zasiedlających Amerykę robiły coś w rodzaju syropu z posypanych cukrem ślimaków, które produkowały w tych warunkach więcej śluzu. Odcedzony i wymieszany z odrobiną alkoholu zamieniał się w nalewkę, którą leczono przeziębienia, anginy i wszelkie podrażnienia jamy ustnej.

opracowała Milena Ruszczyk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *